środa, 10 sierpnia 2016

Duchy, krew i mroczny sekret czyli coś co lubię najbardziej... ~ Anna we Krwi - Kendare Blake

Witam was na moim zaksiążkowanym fragmencie internetu!
BookAThon zakończył się dość dawno, a ja dopiero teraz przychodzę do was z recenzją książki, którą przypasowałam do pierwszego i drugiego wyzwania. Nie chcę zbytnio przedłużać wstępu, także zostawiam was z moimi wypociny :D



Informacje ogólne:
Tytuł: Anna we krwi (ang. Anna dressed in blood)
Autor: Kendare Blake
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 320
Cykl: Anna
Tom: 1
Ekranizacja: NIE

Opis książki:
Cas Lowood odziedziczył po ojcu niezwykły zawód: zabija umarłych.
Ojciec chłopaka został w makabryczny sposób zamordowany przez ducha, którego sam miał uśmiercić. Teraz, uzbrojony w sztylet athame, Cas podróżuje po całym kraju ze swoją matką-czarownicą i potrafiącym wyczuć obecność zjaw kotem. Razem śledzą wątki lokalnych legend, próbując wyplenić co bardziej niebezpieczne upiory ze świata. Gdy przybywają do kolejnego miasta w poszukiwaniu ducha nazywanego przez mieszkańców Anną we Krwi, Cas nie spodziewa się niczego odbiegającego od normy: chce zjawę wyśledzić, zdybać, zabić. Zamiast tego spotyka obłożoną klątwą dziewczynę, istotę z jaką nigdy przedtem się jeszcze nie mierzył.
Opis oraz okładka książki pochodzi ze strony wydawnictwa
Co sądzę ja?
Bohaterowie: Ogólnie to książka miała większość bezpłciowych bohaterów. Główną postacią jest Cas (musiałam zajrzeć do książki, żeby w ogólne sobie przypomnieć jego imię), którego osobowość jest płaska jak naleśnior. Autorka jak to zwykle w młodzieżówkach, musiała zastosować zabieg współczucia czyli zrobić z bohatera pół sierotę. Zabieg nie za działa na mnie (to chyba kwestia, że tak jest w każdej książce i już mnie to nie porusza). 
Dalej mamy garstkę ludzi: Carmel (głupia leseczka, modnisia itp.), Mike (w sumie to mi on wisi, bo był tylko przez chwilę), Will (durny osiłek, który sądzi, że zna się na wszystkim najlepiej tylko dlatego, że stracił przyjaciela, nagle chce mordować duchy itp. Mam wrażenie, że w trakcie tych swoich treningów razem, z potem spłynęły mu resztki mózgu), Thomas (on też nie reprezentuje sobą nic ciekawego).
Ogólnie najbardziej irytujący są Will i Carmel.
Od osiągnięcia dna (pod względem bohaterów) równego największemu gniotowi tego roku czyli "Zanim się pojawiłeś" ratuje jedynie tę książkę postać tytułowej Anny we Krwi. Ta dziewczynę pokochałam momentalnie (tak, mam słabość do duchów), a każdy mój ulubiony moment jest właśnie z nią w roli głównej. Zwłaszcza uwielbiam, gdy pod koniec jest retrospekcja z dnia jej śmierci (ale nic więcej nie zdradzę).

Historia: Mam nadzieję, że spoilerem nie będzie jeśli wspomnę iż bardzo podoba mi się wątek miłosny pomiędzy łowcą duchów a duchem. Jest to coś oryginalnego i nadaje fajny klimat historii. Ogólnie ja lubię powieści o duchach, poltergeistach i tego typu rzeczach, więc motyw jeżdżenia po świecie w poszukiwaniu duchów i odsyłanie ich gdzieś jest jak najbardziej super! 

Świat wykreowany: To co w tej powieści jest ciekawe, ale jednocześnie oczywiste, bo tak jest praktycznie wszędzie, a mówię tutaj o tym, że akcja dzieje się w naszym świecie. Nie czytałam jeszcze książki o duchach, gdzie one nawiedzałyby gdzieś indziej niż na Ziemi i kogoś innego niż ludzie. Mimo to lubię, gdy do tak dobrze znanego mi świata wprowadza się tak smaczki w postaci istot nadnaturalnych. To daje mi nadzieję, że kiedyś i ja spotkam ducha. ;)

Emocje: No tak szczerze to raczej ich brak. Jasne, że było wkurzanie się na Willa, obrzucanie go obelgami itp. ale tak poza tym raczej bida z nędzą. Jeszcze było kibicowanie Cas'owi, żeby obronił swoją ukochaną. 
Ogólnie to książka mi się dłużyła, zdarzenia bez  udziału Anny mnie nudziły i po skończeniu tej powieści mam lekkiego main fack'a. Nie wiem za bardzo jak ocenić tę książkę, ponieważ nie była gniotem (jak padlina pani Moyes) natomiast wybitne to to też nie było. Spodziewałam się więcej duchów, więcej krwi i trochę się rozczarowałam. Ja wiem, że to młodzieżówka, ale nie mówcie mi, że jak mam naście lat to czytam beznadziejne książki, bo jest mnóstwo cudownej fantastyki skierowanej do mojej grupy wiekowej,  

Podsumowując: Nie wiem czy ja wam polecam tę książkę. Myślę, że po mojej recenzji sami zadecydujecie. Ja wam nie odradzam szczególnie czytania (jak w przypadku "Zanim się pojawiłeś"), ale także gorliwie nie namawiam (jak przy "Darach Anioła"). Najlepszym sposobem, jeśli lubicie młodzieżówki i duchy w jednym to po prostu, przeczytajcie tę książkę, ale nie miejcie co do niej wygórowanych wymagań. Czytało się momentami monotonnie, ale jak zawsze mi czytanie sprawiło radość, bardziej dla samego czytania i ukończenia wyzwania BookAThon, a nie chęci zagłębienia się w tą historię.

To by było na tyle, trzymajcie się i cześć!

12 komentarzy :

  1. Hej! Naprawdę świetną recenzję napisałaś, ten "naleśnior" zbił mnie z nóg, genialne! Ogółem to Kendare Blake znam, ale tylko z jej drugiej książki "Three Dark Crowns", czy coś takiego, która gdzieś tak w sierpniu wyszła (a może dopiero wyjdzie?) za granicą. I to na nią mam ochotę, a na "Annę..." tak średnio :P
    Zapraszam na recenzję "Cinder"! pattbooks.blogspot.com
    Ps. Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mój naleśnior przypadł ci do gustu :D Nie mam pojęcia, w życiu nie słyszałam o innych książkach tej autorki.
      Bardzo mi miło :)

      Usuń
  2. Pamiętam, że kiedyś chciałam przeczytać tę książkę (chyba usłyszałam o niej od Mai K.) ale ta ochota już dawno mi minęła:/ Może jak znajdę w bibliotecę, to się skuszę.
    Pozdrawiam!

    gabxreadsbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Może kiedyś się na nią skuszę. Na razie mam zbyt wiele zaległości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam, ahh te wieczne załegłości :D

      Usuń
  4. "którego osobowość jest płaska jak naleśnior" Tym zdaniem podbiłaś moje serce :) A co do książki to raczej się nie skuszę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że aż tak polubiłaś mojego naleśniora :D Nic nie stracisz, nie czytając Również pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Książka nie w moim stylu, ale recenzja jak najbardziej :) Ten tekst z naleśniorem to faktycznie hit, spodobało mi się jeszcze to o resztkach mózgu, które spłynęły z potem :p

    P.S. Nominowałam Cię do LBA, po szczegóły zapraszam tutaj: http://ogrodksiazek.blogspot.com/2016/08/lba-2-i-3.html.

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż mam takie swoje tekściki :D
      Dzięki za 6 albo 7 nominację, kiedy ja to zrobię?! ;)

      Usuń
  6. To chyba najgorsza recenzja jaka czytałem. Szkoda,ze tak wiele ludzi kieruje się przy wyborze książki czymś takim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czymś?! Oswieć mnie, rozmiń swoją myśl, bo na razie twój komentarz totalnie nie ma sensu :)

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.